|
Józef Chełmoński surowo wychowywał swoje córki. Raz przyjechał z nimi do Krakowa i ciągle trzymał je w pokoju hotelowym, nie pozwalając wychodzić im na miasto. Przyjaciel artysty, który nad tym ubolewał, poprosił go, aby pozwolił mu zabrać dziewczęta do teatru.
- To niemożliwe - rzekł Chełmoński. - Po południu były już u dentysty. Miały wystarczająco dużo rozrywki jak na jeden dzień. |