|
Właściciel kamienicy, w której Kazimierz Malewicz wynajął pracownię, przy spisywaniu umowy najmu rzekł do artysty:
- Gdyby pracownia spłonęła z pańskiej winy, zapłaci mi pan dziesięć tysięcy rubli.
Malarz do liczby dziesięciu tysięcy dopisał jeszcze trzy zera, mówiąc:
- Będzie pan teraz spokojnie spać, a mnie jest wszystko jedno, gdyż i tak nigdy nie będę mieć takiej kwoty. |