|
Pewien misjonarz z Europy był z misją humanitarną w Afryce. Któregoś dnia idąc przez dżunglę zauważył leżącego słonia. Podszedł do niego i zobaczył, że słoń ma w nogę wbity gwóźdź. Zrobiło mu się żal i wyjął mu ten gwóźdź. Słoń wstał i popatrzył na swojego ratownika z umiłowaniem, jakby chciał powiedzieć "dziękuję", a potem poszedł, lekko kulejąc. Odwrócił się jeszcze raz, jakby chciał powiedzieć "do widzenia" i zniknął wśród drzew.
- Ciekawe czy go jeszcze kiedykolwiek znowu zobaczę! - pomyślał misjonarz.
Kilka lat później misjonarz wybrał się do cyrku. Występowały tam różne zwierzęta, także słonie. Jego uwagę zwrócił jeden słoń, który patrzył na niego w ten sam sposób jak ten z dżungli.
- Czyżby to ten słoń? - pomyślał. - Jest do tamtego taki podobny!
Po występie misjonarz podszedł do tego słonia, pogłaskał go za uchem, a wtedy słoń złapał go trąbą i trzasnął nim kilka razy o podłogę zmieniając jego ciało w krwawy pasztet. Okazało się że to nie był ten słoń... |