|
Rok 2005, trwa kampania prezydencka.
Rozmawiają dwie wiejskie kobiety:
- Pani sąsiadko! Jutro wybory, a ja nie wiem na kogo zagłosować.
- Zrób tak jak ja. Zawsze rano w dniu wyborów idę do kurnika i pokazuję kurom zdjęcia wszystkich kandydatów. Na widok którego zniosą najwięcej jajek - na tego oddaję głos.
Dwa dni później:
- I co, sąsiadko? Kury pomogły?
- Tak. Oddałam głos na Cimoszewicza.
- A dlaczego ma pani taką smutną minę?
- Bo teraz kury nie reagują jak wołam do nich: "Cip, cip, cip".
- A na co reagują?
- Na "Cim, cim, cim" |