|
Lech Wałęsa przebywając prywatnie w Paryżu, przechodził obok ambasady polskiej, gdzie akurat odbywało się huczne przyjęcie. Postanowił wstąpić do środka, gdyż uważał, że może tam spotkać znajome osoby. Przy wejściu zastąpił mu drogę rosły, francuski ochroniarz.
- Przykro mi, wpuszczam tylko osoby mające zaproszenie.
- Jak to? - dziwi się Wałęsa. - Jestem najbardziej znanym Polakiem na świecie i nie potrzebuję zaproszenia!
- Przykro mi - odpowiada ochroniarz - ale nawet pan musi mieć zaproszenie, panie Gołota.
* * *
Krzaklewski od jakiegoś czasu stał się nieuchwytny dla wszystkich. W końcu jeden z dziennikarzy odnalazł go w podwarszawskiej willi, gdzie Krzaklewski otoczony ogromną ilością książek, pisał coś zawzięcie.
- Co pan robi? - pyta go dziennikarz.
- Niedługo rozpocznie się kampania prezydencka, więc muszę mieć gotowe orędzie do narodu, jakie trzeba wygłosić po ogłoszeniu wyników wyborów.
- Naprawdę uważa pan, że Kwaśniewskiemu nie będzie miał kto tego napisać?
Dowcipy publikowane w piśmie satyrycznym Kościotrup, nr 3/1999. Wydawnictwo Superpress. |