|
• Pewien emerytowany wojskowy przyjechał do centrum handlowego w Warszawie, na parkingu zostawiając w zamkniętym samochodzie swego psa. Ponieważ tego dnia był niemiłosierny upał, zamknięty w aucie pies, bez dostępu powietrza, zaczął się dusić. Ktoś zauważył cierpienia psa, wezwano straż miejską. Gdy przybyła, pies był u kresu sił, więc strażnicy rozważali rozbicie szyby w samochodzie, aby uratować psa, który zaczyna dusić się z braku powietrza. W tym momencie wrócił emerytowany wojskowy, krzycząc że z samochodem i z psem może robić co chce, bo są jego własnością. Psa trzyma, bo zastępuje mu autoalarm. A w ogóle, to nie zamierza spełnić żądań strażników miejskich i nie otworzy samochodu, ani nawet nie uchyli w nim okna. Trwała wymiana zdań ze strażnikiem, pies coraz ciszej łkał, wreszcie gdy strażnicy zagrozili, że nawet bez zgody właściciela, wybiją szybę w jego samochodzie, ten otworzył samochód. Pies już nie oddychał. Jego właścicielowi zostanie postawiony zarzut znęcania się nad zwierzęciem.
Twój Dobry Humor 4/2007 |