|
• Mieszkaniec Dąbrowy Górniczej na założenie firmy handlującej złomem 17 lat temu potrzebował kilku tygodni. A gdy 7 lat temu ją wyrejestrował, zaczęły się kłopoty. W roku 2000 szef firmy sporządził akt likwidacji spółki z rejestru, opłacił koszta sądowe i poinformował wszelkie urzędy. Ucieszył się, że nie najlepiej funkcjonująca firma to już przeszłość. Jednak nie cieszył się długo. Pół roku później urząd skarbowy upomniał się o zaległe rozliczenia spółki, dodając do tego karę w wysokości 400 złotych. Zagadka szybko się rozwiązała: wszelkie dokumenty znikły w sądzie zanim spółkę oficjalnie wykreślono z rejestru, więc formalnie wciąż istniała. Proces likwidacji spółki wstrzymano i trwa on do dziś, bo sąd wciąż oczekuje na dokumenty, które w sądzie... bezpowrotnie wsiąkły. Obecnie, nawet gdyby jakimś cudem właściciel oddałby do sądu te same dokumenty, musiałby zapłacić za likwidację spółki 1,5 tys. zł. A to przecież jego nie jedyne problemy, bo urząd skarbowy polskiemu obywatelowi jak wiadomo tak łatwo nie odpuści...
"Twój Dobry Humor" 5/2007 |