|
Dawniej,
przed kilkunastu laty,
Sąsiad mój kłaniał mi się nisko.
Przyjazny był.
Piwkiem częstował.
A gdy go ścięło - gadał wszystko:
Jak to u niego „na zakładzie”
Szefowie szaro się gęsili,
Ile i komu w garść dawali,
Z kim balowali,
Z którą gzili.
Ale nastały wielkie zmiany!
Także w zaszczanku naszym małym.
Dziś sąsiad pija z tym co trzeba,
Woła na klatce: „My są Pany!”,
Bo teraz robi za prezesa,
W firmie gdzie szefa wydziobano.
Tamten nie dawał komu trzeba,
Zresztą, na wszystkich nie starczało.
Mojemu wiatry w żagle wiały,
A że donosy stały w cenie,
Więc swoją wiedzę o sąsiadach
Złożył do teczek w IPN-ie.
W jednej tkwi zapis jak to kiedyś
Mówiłem w bramie o zakładzie,
Kto z kim się w firmie szarogęsił,
Kto ile zgarnął,
Komu wsadził.
W ten sposób wdepnął gość w historię,
Rzecz niby miałka, ale zawsze -
Bliscy już zdrowia mu nie życzą,
Raczej niech piorun w niego trzaśnie,
Bo nie dość, że sam kłamał zdrowo,
To jeszcze ciągnął smugę cienia.
Pluć szkoda nawet w jego stronę...
Zaś w bramie sąsiad mi się zmienił.
"Dziadolag (Zbyszek D.)
styczeń 2006 |