|
Afera z taśmami Oleksego sprawiła, że społeczeństwo domaga się, aby wszystkie programy publicystyczne były prowadzone przy wódce. Może wtedy politycy powiedzą, co naprawdę myślą?
Jeszcze kilkanaście dni temu najsłynniejszym pijakiem w Polsce był pewien góral, który zalał się do tego stopnia, że odrąbał sobie siekierą przyrodzenie. Dziś numerem jeden na alkoholowej liście przebojów jest Józef Oleksy, który przez pijaństwo stracił, co prawda, nie członka, ale członkostwo w SLD. Jego rozmowa po kielichu z Gudzowatym wzbogaciła słownik IV RP o tak ciekawe terminy jak „mały krętacz” i „nadęty buc”. To ostatnie według Józia oznacza osobę małomówną i nazwał tak Jerzego Szmajdzińskiego. Ciekawe jak w takim układzie należy nazwać Waldemara Pawlaka? No cóż, jedno nie ulega wątpliwości – Józek po paru głębszych nadętym bucem na pewno nie jest. Ma za to z pewnością za słabą głowę i za długi język.
Największą zaletą tej afery jest pokazanie, jacy naprawdę są politycy. Może lepiej by było, aby w programach takich jak „Teraz my” albo „Co z tą Polską” prowadzący zamiast wody dawali swoim gościom wódę? Nareszcie skończyłyby się te wszystkie kłamstwa i wykręty, a nawet kłótnie. Wszak przy kieliszku zawsze łatwiej się dogadać. Pomyślcie tylko – ululany Ludwik Dorn pije bruderschaft z Niesiołowskim, Tusk stuka się kielonkiem z Kurskim, a Wojtuś Wierzejski dolewa Joannie Senyszyn „na drugą nóżkę”. Nad przebiegiem publicystycznej biesiady czuwa Tomasz Lis, który robi za podczaszego i tylko dolewa gościom stosowne trunki. Nawet by ich pytać o nic specjalnie nie musiał – wszystko byśmy mieli jak na talerzu. Jedno nie ulega wątpliwości – do polityki to trzeba mieć łeb.
Autor: Zenon Zabawny
30.03.2007
Więcej tekstów Zenona Zabawnego tutaj: http://www.tutej.pl/cms.php?m=550
oraz na Humor.Sadurski.com |