|
(W jednym z krajów Bliskiej Afryki, bliższej niż można sobie wyobrazić).
- Jaruś, dziecko moje, jedzże szybciej, bo woda się w wannie przeleje, a dziś trzeba ci główkę i plecki i uszy umyć. Zapomniałeś, z jutro ważny dzień?
- Już kończę, mamusiu. A kupiłaś ten szampon, co w oczka nie szczypie? - dopytywał syn.
- Kupiłam ci szampon i nowe slipki ze słonikami, takie jak lubisz. Już sobie obrzęku nie narobisz. Ale nie mów z pełnymi ustami, bo się zachłyśniesz i będzie problem. Ech, skaranie boskie z tym chłopakiem - mruczała pod nosem kobieta, zakręcając kurek z wodą.
Jarek wypił herbatę, szybko zdjął ubranie i dał susa do wanny z cieplutką wodą i gęstą pianą.
- Mamusiu, a da mi mamusia 10 złotych jutro? - zapytał z obawą.
- A na co ci synku 10 złotych? Kanapki ci zrobię przecież. A może ty zacząłeś papierosy popalać, albo nie daj Boże piwko popijać? - dochodziła lekko przerażona rodzicielka.
- Ależ skąd mamo. Na pączka chciałem, bo chłopaki codziennie mnie wołają, a ja się wykręcam. W końcu się śmiać zaczną.
- No skoro na pączka, to ci dam. Zresztą, to twoje uzbierane pieniążki. Wiesz o tym, że mama ci ich nie straci daremnie, ani nie przepije tym bardziej. No szorujemy plecki i uszy. Jutro musisz być elegancki. Do Sejmu brudny nie pójdziesz. A swoją drogą, to ożeniłbyś się, bo ja wiecznie żyć nie będę. Musi się ktoś tobą opiekować, jak mnie zabraknie.
- Mamo, mama znowu swoje. Prosiłem, żeby tego tematu nie poruszać. Przyjdzie czas, to się ożenię. Dobra, wychodzę, bo woda ostygła - zdecydował.
- Chwila, chwila! A nasza umowa? Codziennie masz mi recytować słowa hymnu. No, zaczynaj. Musisz się w końcu nauczyć, bo śmiać się będą jeszcze bardziej. Leszek się nauczył, to ty też możesz.
- Leszek, Leszek. Mama wie, że on miał zawsze lepszą pamięć. A śmiech, to my schowamy tym pajacom wszystkim do rozporków, za przeproszeniem. Trochę się obawiam, bo niedługo festiwal rusza. Tam nam dadzą popalić - odbiegł od tematu hymnu, wycierając się w podany przez matkę ręcznik.
- Wiesz co, synku? Zadzwoń do Leszka i Romka. Razem coś wymyślicie. Nie wypada, żeby z was się ktokolwiek śmiał.
Tak zrobię, ale rano, mamusiu. Daj buziaczka na dobranoc - poprosił i w jednej chwili zasnął.
* * *
Minęło kilka dni. W biurze prezesa afrykańskiej telewizji zadzwonił telefon.
- Melduję się! - powiedział prezes, zbladł i stanął na baczność. - Czemu zawdzięczam telefon największego mojego dobroczyńcy? Oczywiście, że tak. Wdzięczny jestem za posadę. Oczywiście, że wypełniam wszystkie pańskie dyrektywy. Ma nie być w telewizji największych błaznów i żadnego podśpiewywania się z polityki? Oczywiście, że to sprawka pajaców i błaznów. Załatwione, Wasza Wysokość. Od tej chwili nikt taki się u nas nie pojawi.
Odłożył słuchawkę, otarł pot z czoła i rozkazał sekretarce:
- Pani Noro, proszę biegiem do mnie sprowadzić dyrektora od programu.
Po chwili zdyszana sekretarka stanęła w drzwiach, a tuż za nią stał lekko łysawy mężczyzna.
- Słucham, panie prezesie. Jestem na wezwanie - oznajmił.
- Siadaj, Marcin. Sprawa jest poważna. Ty się zajmujesz tym słynnym festiwalem i częścią, która ma naród rozśmieszać? - zapytał retorycznie prezes. - Otóż masz robić tak, żeby nikt ani słowa o polityce nie głosił. Żaden pajac ma się nie wychylać, rozumiesz?
- Ależ panie prezesie, tak się chyba nie da. Z polityki się zawsze naród śmiał. Artyści z najwyższej półki mieli zjechać, a oni tylko z polityki potrafią się śmiać.
- Skoro tylko z polityki, to z nich artyści jak z koziej dupy trąba. No chyba, że z opozycji by się śmiali, to mogą wystąpić ewentualnie. Ale poza tym, nie chcę słyszeć o żadnych wygłupach. A jak im się nie podoba, to won. My takich pokazywać nie będziemy. Niech przyjadą tacy, co kawały o babie u lekarza będą opowiadać. Też są przecież śmieszne. A jak ludziom się spuści parę złotych na trunku, to się szybko spiją i z byle czego rechotać będą.
- Pan tu rządzi, prezesie. Będzie jak pan każe. Idę zatem działać.
Dyrektor wyszedł, a prezes poczuł, że owa posada zawsze na niego czekała. Wszak tu się czuje najlepiej. Nie ma to, jak w Bliskiej Afryce.
Autor: “Smarowany Miodem”
18.05.2007
Zbieżność postaci i zdarzeń jest całkowicie przypadkowa i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. |