|
Książę Jarosław Zarozumiały szkicował coś na skrawku papieru. Po chwili do jego komnaty wszedł wezwany przez niego szeryf okolicznych lasów – Zbyszko zwany Nieugiętym.
– Wzywałeś mnie, panie? – ukłonił się Zbyszko.
– A i owszem. Jak tam idzie wyłapywanie spiskowców?
– Największe zbóje już gniją w lochu, panie.
– Doskonale, właśnie kończę rysopis kolejnego drania – powiedział Jarosław, machnął jeszcze węglem kilka kresek i pokazał wizerunek szeryfowi: - Złapcie jeszcze tego łotra!
– Ależ panie, przecież to pan! – Zbyszko zdziwił się tak bardzo, że aż mu grzywka zsunęła się na oczy.
– Poważnie? – zdziwił się Jarosław i spojrzał na swój szkic. – Ano tak, sorry! – i dorysował pieprzyk na policzku. – Złapcie tego łotra!
– Ależ panie, przecież to pański brat, książę Leszek Mały!
– Tak, tak, masz rację.
– Nie rozumiem panie, mam go wtrącić do lochu?
– Widzisz Zbyszko, właśnie dlatego ja jestem księciem, a ty tylko szeryfem. Nie wpadłbyś na tak genialny plan. Pomyśl tylko – jak aresztujemy mojego brata, lud zrozumie, jacy jesteśmy prawi i sprawiedliwi. „Proszę bardzo, spójrzcie” – powiemy – „w naszej IV RP nawet książęta i to tak piękne jak ten nie mogą czuć się bezkarne! My ludzie prawi i sprawiedliwi nie zawahamy się wtrącić do lochu nawet własnej rodziny!”
– O panie, geniusz twój przerasta największych! – Zbyszko nie mógł wyjść z podziwu.
– Wiem, wiem. W dodatku pokażemy, że układ spiskowców jest wszędzie nawet w naszych szeregach i tylko my możemy ich wszystkich wyłapać.
– Ale panie, mam jeszcze lepszy pomysł!
– Doprawdy? – książę Jarosław spojrzał podejrzliwie na swego szeryfa.
– Yyyy... to znaczy lepszy nie, ale może też choć trochę dobry, yyyy... w jakimś tam sensie dobry, oczywiście nie tak dobry jak pomysły księcia, yyy... – zmieszał się Zbyszko, aż krople potu wypłynęły spod jego grzywki.
– No mów, Zbyszko!
– A może ja zaaresztuję samego siebie? Pokażemy ludowi, że jesteśmy tacy prawi i sprawiedliwi, że sami siebie wtrącamy się do lochów.
– Ooo, całkiem niegłupi pomysł, Zbyszko. Widzę, że szybko się ode mnie uczysz. Ale to zrobimy może w następnym odcinku – przyznał Jarosław Zarozumiały i pogłaskał swego kota Alika – jedyną istotę, której ufał bezgranicznie.
Autor: Zenon Zabawny
01.09.2007 r.
Więcej tekstów Zenona Zabawnego tutaj: http://www.tutej.pl/cms.php?m=550
oraz na Humor.Sadurski.com |