|
Nie tak dawno niektórzy oburzyli się faktem istnienia w Internecie komputerowej gry "Operacja Glemp". "Kościotrup", dzięki ludziom dobrej woli sprzeciwiającym się powrotowi cenzury, dostał w swoje kościste łapska ową grę, zagrał w nią i okazało się, że "Wyborcza" znów zrobiła wiele hałasu o nic. Bo ta gra w niczym nie przypomina żądnej krwi strzelanki wypaczającej chrześcijańskie umysły polskie. Gówniarze grający codziennie w naprawdę krwiste gry komputerowe, w których urywa się łby przeciwnika tak, że krew tryska w promieniu 100 metrów, po zobaczeniu "Glempa" najwyżej się uśmiechną i dyskietkę z przedpotopową, najprostszą graficznie, stworzoną z ironicznym humorem grą, wrzucą od razu do kosza.
Zaprzyjaźniony z naszą redakcją wyjątkowo zdolny informatyk stworzył nową grę i znając nasze komputerowo-satyryczne zainteresowania, dał ją Kościotrupowi" do przetestowania. Jesteśmy z tego faktu dumni. Czujemy się jak Kolumb, gdyż możemy odsłonić przed Wami tajemnice dziewiczej gry, która (w co nie wątpimy) już niedługo może stać się bestsellerem na rynku gier komputerowych. Gra nazywa się tajemniczo "Operacja Buzek". Co w niej takiego ciekawego jest? To skrzyżowanie "Stawki większej niż życie" i najnowszej części "Gwiezdnych wojen". Przeczytajcie, bo to coś, w co naprawdę gra się z wypiekami na twarzy. Stawką jest Polska.
• • •
Na początek krótkie wprowadzenie, żeby każdy wiedział o co chodzi. Gra zaczyna się w bliżej nieokreślonym kraju europejskim rządzonym przez koalicję, która z dnia na dzień traci na popularności w społeczeństwie. Kraj dręczony jest licznymi kłopotami. Kolejne, naprędce wprowadzone reformy doprowadzają do niezadowolenia społeczeństwa, coraz gorszych wyników gospodarczych i pikującej w dół giełdy. Już na samym początku gracz siedzący przed komputerem zamienia się w premiera Buzka i od tej chwili tylko od niego zależy, czy gra skończy się jego zwycięstwem, czy też przegraną.
Początek gry wygląda jak początek amerykańskiego filmu sensacyjnego: jesteś w Urzędzie Rady Ministrów. Ty (czyli premier Buzek), który akurat usłyszałeś w radiu ministra Kaperę wygłaszającego słowa o wyższości białej rasy, wsiadasz do helikoptera i nie zważając na atakującego cię tajną, opancerzoną teczką posła Karwowskiego lecącego moto-lotnią, lądujesz na dachu rozgłośni. W tym czasie Kapera wychodzi z budynku i próbuje przecisnąć się do rządowej lancii, jednak tłum oburzonych Murzynów wspomaganych przez członków fundacji praw człowieka skutecznie mu to uniemożliwia. Masz tylko jedno wyjście: wyjmujesz miecz świetlny z (za przeproszeniem) pochwy i... głowa Kapery ląduje w łapach ludożerców. Po chwili zdejmujesz ze swojej głowy czarny cylinder, szybkim ruchem wyciągasz z niego pannę Smereczyńską i wrzucasz ją do lancii, która z piskiem opon odjeżdża w nieznanym kierunku. Może do Radia Maryja?
Teraz musisz szybko wrócić helikopterem do punktu początkowego gry, bo ktoś ważny z UOP zadzwonił na zastrzeżony numer twojego telefonu komórkowego znajdującego się w guziku od marynarki i dał ci cynk, że twój rzecznik Luft poszedł do lekarza pierwszego kontaktu. W locie znów przeszkadza ci Karwowski, ale tym razem wspomagany jest przez Słomkę trzymającym w ręce bardzo niebezpieczną broń - lustro. Musisz uważać, żeby w to lustro nie spojrzeć, bo wtedy wylecisz z gry. Na szczęście z opresji wybawia cię sędzia Nizieński. Nie wiemy w jaki sposób, bo to najtajniejsza część gry, więc przez chwilę na monitorze komputera są zakłócenia.
Gdyby nie walka stoczona z wymienionymi przed chwilą panami mógłbyś zdążyć, niestety dowiadujesz się, że Luft jest na zwolnieniu i prędko go nie zobaczysz. W tym momencie telefonuje do ciebie twój Anioł Stróż, nie wiedzieć czemu nazwany przez autora gry imieniem Marian. Informuje cię, że w Sądzie Lustracyjnym jest wniosek o zlustrowanie twojego zastępcy - ministra Tomaszewskiego. W porę nie udaje ci się zablokować swojego telefonu, więc co chwila dzwonią do ciebie różni politycy i dziennikarze, nawet babcia klozetowa z Wiejskiej - łącznie kilkadziesiąt osób. Oni już wszystko wiedzą! Ponieważ jednak ty oficjalnie nie wiesz, że chodzi o Tomaszewskiego, ale nadal mu ufasz tak samo święcie jak w dniu jego nominacji, każesz mu wsiąść na rower i pojechać do sądu. Przecież tylko on może się dowiedzieć, czy w sądzie jest jego diabelska teczka, czy teczka kogoś innego. Ale Tomaszewski w tym czasie (równocześnie!) zawiązuje sznurowadło i ogląda w TVN Monikę Olejnik, więc nie ma czasu zajmować się takimi pierdołami, jak jazda rowerem. Tym bardziej, że w rowerze nie ma nawet pedałów, bo ktoś je wykręcił. Może agent Olin? Niestety nie masz już czasu, żeby to sprawdzić, a Tomaszewski na pewno ci w tym nie pomoże.
Wsiadasz do helikoptera, żeby odwiedzić prezydenta Kwaśniewskiego i wręczyć mu wniosek o dymisję Tomaszewskiego. Po krótkiej wymianie skarpetek z prezydentem (ty dajesz mu białe, on ci czerwone) postanawiasz wrócić, bo gra nabiera tempa. Niestety twój helikopter przelatuje nad niedawno pokropionym przez księdza Jankowskiego (anty-koszerną wodą święconą) parkiem rozrywki, nad którym góruje wielki napis: Fabisiakoland. Z góry wygląda fajnie, więc chcesz się w nim trochę zabawić. Po wylądowaniu okazuje się, że zanim wejdziesz do parku strzeżonego przez chłopków-UOPków przebranych za księży, musisz pomodlić się w kaplicy. Tracisz cenny czas, za to ładujesz do pełnej mocy swoje akumulatory, wyładowane podczas powietrznej walki z Karwowskim i Słomką. W jednej z bud Fabisiakolandu postanawiasz sprawdzić, czy masz dobrego cela. Od szefa mafii pruszkowskiej przebranego za psa Reksia dostajesz strzelbę zarekwirowaną w Kosowie przez wojska NATO i masz możliwość oddania z niej pięciu strzałów. Do odstrzału masz cały rząd. Chociaż masz sporo czasu na zastanowienie do kogo celować, niemal natychmiast odstrzelasz głowę Tomaszewskiemu, ku aprobacie, ale i ścisku serca twojego Anioła Stróża. Zostają ci jeszcze cztery naboje. Możesz strzelać dalej, ale jesteś wytrawnym graczem, więc uznajesz, że lepiej skorzystać z nich w dalszej części gry.
Znów wsiadasz do helikoptera i podziwiasz z góry swój piękny kraj. W dole Handke jedzie gimbusem, Szeremietiew pół-darmową hulajnogą, a Anusz plagiatem. Jakiś facet w garniturze na twój widok chowa się w stóg siana z teczką z napisem "Hiacynt", a Świtoń dziarsko podąża polonezem załadowanym stosem krzyży wielkich jak stąd do Jerozolimy. Lepper ciągnie za sobą 100 tysięcy chłopów, górników i pielęgniarek w stronę stolicy, co skrupulatnie i z PSL-owskim znawstwem rejestrują kamery telewizji publicznej. Zniżasz lot i widzisz, że lepperowców jest nie 100, tylko 30 tysięcy, ale i tak Piskorski kładzie się przed nimi, rozdzierając szaty niczym Rejtan.
Musisz znów naładować akumulatory, bo skończy tak dobrze dla ciebie zaczynająca się gra. Lądujesz na stacji benzynowej i ze zdziwieniem dowiadujesz się, że to już piętnasta podwyżka cen benzyny w tym tygodniu. Pieniędzy wystarcza ci tylko na dwa i pół litra bezołowiowej. Po chwili hop do helikoptera, a po dwóch chwilach jesteś już na swoim mięciutkim fotelu.
Teraz dopiero gra zaczyna się na dobre! Ktoś informuje cię o kłopotach finansowych w Zakładzie Unikania Starców, czyli w ZUS. Jak to możliwe? Przecież prezes Alot obiecywał, że wszystko jest w najlepszym porządku! Jednym kliknięciem komputerowego klawisza przenosisz się do starożytnego Rzymu i widzisz, jak gladiator Alot walczy na miecze świetlne z gladiatorem Balcerowiczem. Ponieważ masz większe kłopoty, na wszelki wypadek wracasz z powrotem na swój fotel. Musisz go pilnować, bo co chwilę jakieś czerwone bestie chcą ci go zabrać. Używasz do tego celu butelek po piwie bezalkoholowym, przepełnionych goryczą. Gdy już się z bestiami uporałeś (ale nie wiadomo, na jak długo), naciskasz enter i przenosisz się do kolejnego etapu gry, a tam...
Grecko-polski bóg wojny Pałubicki, mniej znany pod pseudonimem Gromowładny, a bardziej jako Sweterkowiec, wykasza automatyczną kosą ze stanowiska legionistę Petelickiego za bajzel i wrzuca na jego miejsce innego legionistę. Szybko okazuje się, że owszem, był bajzel, ale nie w GROMie, tylko gdzie indziej. Po prostu ktoś (ciekawe, czy przez przypadek?) wprowadził Sweterkowca w błąd, więc, jak to w mitologii greckiej od tysięcy lat jest przyjęte, muszą polecieć kolejne głowy. Na szczęście przypominasz sobie, że masz jeszcze cztery naboje do odstrzału w Fabisiakolandzie. Wsiadasz znów do helikoptera i...
A niech go krew zaleje! W tym momencie nasz komputer odmawia posłuszeństwa. Przegrzał się procesor i komputer trzeba resetować. Nikt o zdrowych zmysłach po takich mrożących krew w żyłach przeżyciach nie podjąłby się zaczynać gry od nowa, ale "Kościotrup" spróbuje. Całą grę przejdziemy od początku, bo jesteśmy piekielnie ciekawi co będzie dalej. Czy gra skończy się happy endem i kto wygra? Może pojawią się nowe postacie?
Jeśli i Wy jesteście tego ciekawi - ciąg dalszy gry opiszemy w następnym numerze.
(c) Szczepan Sadurski
Tekst publikowany w piśmie satyrycznym Kościotrup, rok 1999. |