|
Antoni Macierewicz jest zdolnym człowiekiem: to nie tylko polityk, agent, ale i literat. Na tym ostatnim polu stał się znany, opracowując raporty z weryfikacji WSI. Lada moment wielbiciele jego talentu będą mogli udać się do księgarń, aby nabyć raport nr 2 (właściwie aneks do pierwszego raportu). W grudniu ma ukazać się część trzecia. Na jakim numerze to się skończy? Kto to wie - może na 4., jak numer PiS-owskiej RP? W każdym bądź razie materiału dla omawianego autora nie zabraknie, bo, przynajmniej wg jego osądu, szpiegów, agentów i innych sprzedawczyków mamy mnóstwo.
Pierwszą poważną przygodę z pisarstwem miał Macierewicz jako doktorant Instytutu Historii PAN. Zajmował się wtedy problemami podboju i chrystianizacji Ameryki Południowej. To może wtedy wgłębił się w tajemnicze pismo węzełkowe kipu Inków, co było mu pomocne w pracy konspiracyjnej?
Przez wiele lat był drużynowym 1. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Romualda Traugutta "Czarna Jedynka" przy liceum im. Tadeusza Reytana. Jaki to ma związek z pisaniem? Otóż taki, że "czarną sztuką" nazywano kiedyś sztukę drukarską, która jak wiadomo służy do utrwalania na papierze myśli. W latach osiemdziesiątych Macierewicz, ukrywając się, wydawał podziemne czasopisma, pracując na powielaczach - miał wtedy zapewne ręce czarne od farby.
Jako harcerz współorganizował Gromadę Włóczęgów - krąg starszoharcerski, przygotowujący kadry do działań niepodległościowych. Zachodzi poważne podejrzenie, że osobnik potraktowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego słowami: "Spieprzaj dziadu!", to jeden z wychowanków Antoniego, który otrzymał zadanie zbliżenia się do głowy państwa.
W latach siedemdziesiątych nasz literat ćwiczył pióro, koordynując akcję pisania listów do Sejmu PRL, sprzeciwiając się rozmaitym rzeczom. Choć mamy już inną Polskę, to protestowanie, występowanie przeciwko, skłócenie z wieloma osobami pozostało mu do dziś. Wystarczy powiedzieć, że po roku 1989, jako członek kolejno wielu partii, był z nich usuwany, bądź sam, czując się czymś urażony, występował z nich.
Pierwszym, samodzielnym tekstem drukowanym był apel KOR-u, tuż po jego założeniu. Potem systematycznie doskonalił zdolności literackie wydając "Komunikat KOR-u" i niezależny dziennik "Wiadomości Dnia".
Jednak prawdziwy popis swego talentu dał, publikując tzw. "Listę Macierewicza". Umieścił na niej informacje o współpracy znanych polityków ze Służbą Bezpieczeństwa (m.in. legendy Solidarności, Lecha Wałęsy - wówczas prezydenta i marszałka Sejmu, Wiesława Chrzanowskiego - wtedy szefa jego własnej partii). Nobla za publikcję nie dostał. Odwołany został natomiast rząd, w składzie którego działał.
Bywały w życiu Antoniego chwile, gdy nie chciało mu się zbytnio pisać, jak choćby przed wyborami w 2005 roku, gdy stworzył wraz z Janem Olszewskim i z poparciem Anny Walentynowicz partię "Ruch Patriotyczny". Widocznie za mało starannie opisywał w prasie, periodykach i odezwach cele tego antylewicowego i antyliberalnego ugrupowania. No bo przecież jaka może być inna przyczyna uzyskania przez tę partię tylko 1,05% głosów?
Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że Macierewicz tylko pisze. On także czyta. Po lekturze listu byłych szefów MSZ, krytykujących odwołanie obecności na szczycie Trójkąta Weimarskiego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, stwierdził, że większość dawnych ministrów spraw zagranicznych była "agentami sowieckich służb specjalnych". To nie poparte żadnymi dowodami oskarżenie spowodowało gwałtowne żądanie jego dymisji. Wysuwała je nie tylko opozycja, ale i część koalicji.
Niezbyt też poszło naszemu literatowi na stanowisku szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Ówczesny minister ON, Radosław Sikorski nisko oceniał raporty przekazywane przez tę służbę. Według niego były amatorskie i wątle udokumentowane.
Po wyborach do Sejmu VI kadencji w 2007 roku zdobył mandat, kandydując z listy PiS-u. Rozległy się głosy, że trudno jest to pogodzić z funkcją szefa SKW. Dodatkowo minister ON, Aleksander Szczygło, wystąpił z wnioskiem o powołanie Macierewicza na stanowisko sekretarza stanu. Wywołało to gwałtowny sprzeciw opozycji. Macierewicz ogłosił więc, że rezygnuje ze stanowiska szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Być może teraz Antoni będzie musiał ustąpić i ze stanowiska szefa Komisji Weryfikacyjnej, bo, wg niektórych ekspertów, nie jest możliwe łączenie tej funkcji z zasiadaniem w ławach poselskich. Nie zrobi tego na pewno dobrowolnie. W poczuciu ewidentnej krzywdy wystosuje być może wtedy pismo ze skargą do Strasburga. To będzie jego debiut, jako autora publikującego za granicą. Może zostanie uznany wówczas za satyryka? Przedstawiony wariant (skarga) jest jednak mało prawdopodobny, gdyż pan Antoni traktuje i Unię Europejską z wielką, delikatnie mówiąc, rezerwą.
Mimo, że Antoni Macierewicz dużo pisze i publikuje, nie jest chyba wystarczająco dobrze znany. Świadczyć może o tym fakt częstego przekręcania jego nazwiska do postaci "Maciarewicz". Znanym autorom to się przecież nie przytrafia. No bo czy ktoś słyszał, by pisano "Siankiewicz", zamiast "Sienkiewicz"?
Innym, znanym pisarzem i agentem jednocześnie, był niejaki Ian Fleming, twórca postaci Jamesa Bonda - agenta 007. Może Macierewicz, po licznych raportach (i aneksach) z weryfikacji WSI, opisze przygody agenta 004? 004, jak numer PiS-owskiej RP? A wtedy propozycja objęcia prezesury Związku Literatów będzie już prawie pewna. Antoni na pewno jej nie odrzuci - wszak lubi piastować kilka stanowisk na raz. I nikt tak do końca nie będzie wówczas pewny, czy trzymany przez niego w ręku długopis nie zawiera w środku ostrego naboju.
Autor: Mirosław Papużyński
listopad 2007 |