|
Po stracie kogoś dalekiego byłem w żałobie, ale czas zakończyć ją z wiosną, chociaż podobno najwięcej ludzi na wiosnę umiera. Jedni ze zmęczenia zimą, a inni od zatrucia ołowiem, bo zamknięci w swoich mieszkaniach z kurzem historii, ołów do płuc im sie dostaje. Najdroższy Czytelniku, może jakiś kryminałek? W końcu ludzie lubią takie rzeczy, że o Agacie Kristi, czy Hiczkoku (to takie żarty) nie wspomnę.
Oczywiście cały niezatytułowany kryminał (wszystkie najlepsze tytuły prawdziwi autorzy prawdziwych kryminałów już zużyli) jest wyssany z palca i do niczego nie podobny. Właściwie to nawet nie kryminał, to tylko taki sobie zmyślony monolog...
* * *
- Tak. Było groźnie. Wszystko przez błąd tych nad nami.
- Nie. Nie chodziło o tych nietoperzy z rządu. Oni zajmowali sie dupą Maryni, a Marek K. i paru innych podsuwali im różne tematy zastępcze i zwykłe proste miny. Nietoperze mieli na uszach walkmany i każdy słup głową zaliczali. Wiesz, to jak w tym starym dowcipie. Jakaś nieudana akcja i kompromitacja, jakieś nieistniejące dowody i znów kompromitacja, właściwie to ta śmierć była ukoronowaniem stawiania tych min. Paradoksalne, śmierć uczciwej kobiety przeciw uczciwym ludziom, fakt, że może trochę wyalienowanych, tak nasz szef o nich mówił, ale uczciwych...
- Wiesz, czasem tą swoja uczciwością przeszkadzali, raz nawet blisko im było do naszych kont, ale jak wiesz wyszło im jak wyszło, czyli wcale.
- Ten Adamfater jeszcze nam za to zapłaci, tak jak ona zapłaciła.
- Fakt, że to zabójstwo to plan B, bo mieli utytłać ją w błocie, tak, żeby nawet rodzina przestała się do niej przyznawać, ale przez błąd tych co karty rozdają, musieli ją zlikwidować. Przez tę jej cholerną uczciwość. Ładnych parę milionów nam koło nosa uciekło. Nie szła na żadne układy. Na dodatek trzeba było podejmować dodatkowe akcje, które w innych przypadkach nie byłyby konieczne. Trochę ją podziwiałem, ale to jak oglądanie rzadkiego okazu motyla. Najlepiej przyszpilić i do gabloty, ale ona nie dawała się przyszpilić. Klub sportowy jej podkładali, bo tam najszybciej coś zrobić takiego, że potem człowiek już cały nasz, ale nic nie pomogło. Tyle, że opinie jej prezesi psuli...
- Wiesz, że mając ja pod opieką dostałem dużą władzę, bo musiałem akcje “SILENTIO” prowadzić. Musiałem pilnować, by dziennikarze mówili o niej źle lub wcale. Wiesz ile zachodu trzeba było, żeby o niej cokolwiek źle powiedzieć? Weźmy budowę domków. Musieliśmy naszym podopiecznym kazać lokalizować je na bagnach. Płakaliśmy ze śmiechu. W medialiźmie było na nią, ale lokalni wiedzieli kto zawalił. Potem nasi nie przechodzili w wyborach i trzeba było im jakieś zajęcie organizować, albo te dokumenty...
- Raz koledzy poprosili o przysługę, starała się im pomóc, oczywiście w ramach prawa, właściwie to te dokumenty to do jej końca się przyczyniły. Wiesz, nasi żeby ja kontrolować, zaopiekowali się jednym z jej współpracowników. Parszywy śmierdziel i wszystkojad. Nie było trudno kwity na niego znaleźć i zaprosić do współpracy, za małe pieniądze i drobne przysługi sprzedałby matkę i ojca. Wiesz, jak tak myślę, to on też do jej śmierci się przyłożył. Czasem sam od siebie coś ciekawego powiedział. Jej koledzy chcieli, by zawiozła do innego miasta jakieś dokumenty. Sama nie zaglądała i nie wiedziała co wiezie. Była przekonana, że jakieś organizacyjne papiery, składki i co by tam jeszcze, a to były kwity na jednego takiego. Gdyby była przekupna, to sama by zajrzała i przez któregoś z naszych dziennikarzy podmienilibyśmy kopie z oryginałami, ale sam rozumiesz, wszyscy tylko nie ona. Ten jej pluskwiarz zobaczył co to, ale nie miał okazji nic z tym zrobić. Za to podał nam trasę, jaką jechała i wzięliśmy dokumenty razem z bryką. Na koło. Niby wszystko szło gładko. Naszymi ludźmi nawet stację benzynowa obstawiliśmy, ale ona była nieobliczalna. Kiedy kierowca ja odepchnął i siadł za kierownicą, wbiła mu paznokietki w twarz, a miała długie i twarde jak stalowe kolce.
- Że to byli złodzieje? Przyznali się? Chłopie, mieli na koncie ponad pięćset aut, jedno w te czy we wte, a za przyznanie się do tego trochę ulg mieli... Fakt, że mordę pooraną miał nasz człowiek, a nie złodzieje, ale to szczegół. Nawet jej na świadka nie zaprosili, żeby nie zauważyła, że żadnego nie zna...
- Wiesz, jak ta Crystal obiecała coś na nią powiedzieć, to i tak, żeby uwiarygodnić te lipne zeznania trzeba było parę kwitów podrzucić. Kurde, kogoś powaliło i wystawił kwity na 29 lutego zwykłego roku. Mówię ci, profesjonalizm zanika. Mieli kwity podrzucić w czasie przeszukania. Ale w służbach to mamy ludzi, co myślą, że krajowi służą, a takich do specjalnych poleceń to tylko paru. I coś się tym na górze pomyliło i dali tego z twarzą w paski, co jej auto kradł. Poznała go. Wiesz, jaka z tego mogłaby być awantura? Ile by Adamfater mógł się dokopać. Fakt, że na szczęście miał kompleks indyka i nie lubił pewnych kolorów, ale jakby bryka się wydała to po nitce do kłębka by poszedł.
- Trzeba było improwizować. Na szczęście od tego gnojka wiedzieliśmy wszystko co potrzeba, choćby to, że trzymali jeden rewolwer w pomieszczeniu gospodarczym, a nie u góry. To ułatwiło sprawę, tylko trzeba było naboje podmienić. Oczywiście nasze orły nie zabrały paru nabojów na zapas i trzeba było od tej potłuczonej laski, co ją niby miała pilnować, wyciągnąć. Potem już gładko - jak weszła za nimi, to sztylecik w aortę i potem już w łazience nabojem poprawić, a potem reanimacja, pogotowie i ten cyrk, co to wiesz.
- Udało się chłopakom dwie pieczenie na jednym ogniu upiec. I za te niezarobione pieniądze sie zemścili i po tym Adamfatrze się przejadą.
- Komisja? Myślisz, że tam dużo obcych jest, większość to swoi ludzie, do tego ten papuga, jak rozwodni temat, to już nikt nie dojdzie jak było. No, może tylko ci co strzelali wiedzą, ale im raczej na prawdzie nie zależy, tak jak tym co za spusty pociągali w tej słynnej kopalni.
(Nieistniejący monolog nieistniejącego agenta, opisujący nieistniejącej sprawy, spisał: Witold P. Kozioł). |