|
Miałem sporo lat gdy usłyszał o mnie świat, w mej dzielnicy był ich klub
Kumpel radio zniósł, usłyszałem jego tekst i nie mogłem w nocy spać
Wiatr odnowy wiał dorwano resztę flag, znów się można było śmiać
W klub poselski nam jak tornado hasło wdarł i ja też chciałem łgać
Ojciec bóg wie gdzie martenowski stawiał piec, mnie mozół z języka zszedł
Z gardła został wiór, plotłem milion różnych bzdur, nie poznałem co to sex
Plakatowy szał, każdy z nas ich pięćset miał, zamiast nowej pary jeans
A w sobotnia noc był Luksemburg, chata, szkło, jakże się chciało żyć!
Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat mieć u stop ten senat, złych zepchnąć w brud
Alpagi łyk i dyskusje po świt, niecierpliwy w nas ciskał si ę duch
Ktoś miał awans, to popłakał się ktoś, coś działo się
Poróżnił on nas, za ten mały choć awans, każdy by się zabić dał
W pewien wiec tłumom nagadałem byle co, i dostałem to com chciał
Powiedzieli mi ze kłopoty mogą być, ja że przemówienie mam
Wykręcili nas, nie nauczył nikt na czas, znów jak pies bylem sam
Sto różnych ról, by zamieszkać jak król, nauczyło mnie życie jak nikt
W wyrku na wznak przechlapałem swój czas, poselski czas
W Sejmie dla braw speaker kazał mi łgać takie rzeczy, że jeszcze mi wstyd
Pewnego dnia zrozumiałem ze ja, potrafię - nic
Słuchaj mnie tam, ja bezczelniej od was, oto wyśnił się wielki mój sen
Tysięczny tłum spija słowa z mych ust, kochają mnie
W klubie poseł mówi: na taśmie mam to, jak w gardłach im rodzi się śpiew
Zamykam drzwi i nie mówię już nic, co mi ten fałsz.
Autor: Michaił Matwiejew
2008 |