|
Znowu nikt nie wierzy Jarkowi, który tym razem twierdzi, że na początku lat 90. na własne oczy widział akta wskazujące, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB. Wszyscy mówią, że to niemożliwe, bo przecież gdyby tak było, to przecież logicznym się wydaje, że taki antykomunista jak Jarek od razu by to ogłosił albo przynajmniej zerwałby współpracę z Wałęsą. Rzeczywiście - każdy normalny człowiek mający jakiekolwiek zasady moralne, właśnie tak by postąpił, ale przecież mówimy o Jarku. W jego szczerość, uczciwość i moralność wierzą chyba tylko beznadziejnie w nim zakochani Jacek Kurski i Joanna Szczypińska.
Zresztą Jarek nie ukrywa, że nic nie mówił o agenturalnej przeszłości Wałęsy, bo zależało mu na dorwaniu się do władzy. A przecież o tym, że lider PIS-u dla władzy zrobi wszystko, widzimy na każdym kroku. Współpraca z agentem SB to pryszcz w porównaniu z brataniem się z Lepperem i Giertychem. Jarek dla władzy zaprzedał nawet duszę Ojcu Rydzykowi, więc czymże jest przy tym trzymanie się Wałęsy? Aby znów być premierem, pewnie nawet gotów byłby sprzedać matkę i kota.
Szkoda tylko, że w latach 70. nie wiedziała o tym SB. Zamiast męczyć się z Wałęsą, mogli spróbować nakłonić do współpracy Jarka. Jakby mu obiecali fotel pierwszego sekretarza, pewnie z radości klaskałby uszami, a kto wie, może sam zwerbowałby do pomocy swojego brata. Bliźniacy - agenci to byłoby coś. Jakby ktoś jednego z nich widział w towarzystwie SB-eków, nigdy nie byłoby wiadomo, który to. A teraz nie mielibyśmy dyskusji nad tym, kim był "Bolek", tylko kim byli "Bolek" i "Lolek".
Autor: Zenon Zabawny
30 czerwca 2008 |
|
|