|
Pedał gazu zapadł się i nie chciał odbić. Betonowa zapora zbliżała się błyskawicznie. Rozpięli pasy i próbowali wyskoczyć w biegu, bo w końcu spadając na trawę mieli większą szansę przeżycia. „Skąd w baku lotnicza benzyna?” - lecąc w powietrzu Młody zastanawiał nad tak absurdalnie nie istotnym szczególe. Ile może człowiekowi myśli przejść przez głowę w ułamku sekundy. Może dlatego, że później już chyba ani jedna się nie chce pojawić...
Maszynka była piękna.
- Aż jej szkoda – zauważył Kinomechanik.
- Wiesz, że w nic gorszego nasz klient by nie wsiadł – powiedział Nadzorca.
- Wiem, ale sam rozumiesz ta linia, ta moc – Kinomechanik mówiąc nie przestawał montować serwomotoru. - Tu damy antenkę, tu jest zapadka, jak na tym swoim pilociku przyciśniesz ten czerwony guzik, to się w tym miejscu zatnie. Spróbujmy jak to działa. Oczywiście bez uruchomionego silnika – Kiniomechanik wręczył Nadzorcy pilot.
Przeprowadzili kilka prób, sprawdzając jak jest największa odległość, przy której maszynka nie zawodzi.
Kiedy już próby wyszły pozytywnie chłopaki siedli przy piwku i papierosku.
- Czym się ten redaktorek naraził, że robimy mu taki numer? – Kinomechanik zapytał. Właściwie nawet nie z ciekawości, ale ot tak, by podtrzymać rozmowę.
- Bo ja wiem? Pewnie chodzi o jakiś grubszy przewał, może chce zarabiać na czymś, na czym Szef zarabia?.- Nadzorca, nawet jeśli wiedział o co chodzi z przyzwyczajenia wolał milczeć, bo kto wie, czy Szefowie nie kontrolują rozmowy. Hm. Na pewno kontrolują. Choć z drugiej strony sprawami podglądów i podsłuchów tez zajmował się Kinomechanik, ale nawet jeśli przyjąć, że nie nagrywa osobiście, to w końcu nie jest jedynym w Firmie.
- Tato! Uśmiechnij się! Pomyśl, że zobaczą cię miliony ludzi. Masz wyglądać sympatycznie i przekonująco. – Młody zabierał się do swojej nowej profesji z pasją (szewska nawet) i zaangażowaniem. Ojciec nie był zbyt zachwycony interesem daleko odbiegającym od rodzinnego hobby. W końcu kiedyś Wróżbitka wywróżyła mu, że odejście od samochodu spowoduje masę nieszczęść. Fakt, że tamte auto ukradli jej krewni, a co najzabawniejsze dali się szybko złapać. Wszystko przez to, że nie wpadli na to, że jest tym gościem z telewizji, którego samochód zna każdy milicjant, a nie było za dużo takich samochodów w tamtych czasach, jednak alegoryczna przepowiednia jakoś tak tkwiła Ojcu w podświadomości. Jednak Młody to Młody. Młody gniewny, Młody zapalczywy. Młody chcący szybkiej jazdy i dosłownie, na drodze i w przenośni jazdy do majątku, by kupować sobie najdroższe samochody świata. I to nie tak, jak Ojciec, odkładający każde zarobione dziesięć tysięcy, ale tak, by sobie pojeździć nawet z pojazdem zaopatrzonym w kompas na Mekkę i nie odczuwać żadnych problemów.
- A ile to chcesz na tym zarobić synku – tata był ciekaw jak idzie Młodemu w reklamie.
- Mogę ci napisać, ale jeśli użyłbym cyfr w takiej wielkości byś mógł przeczytać bez okularów, to rolka papieru toaletowego mogła by być za krótka. Na reklamy z naszym udziałem mam takich kontrahentów, że w pale się nie mieści. Mam własne studio i nieskończenie wiele pomysłów. Paru kolegów dziennikarzy, którzy w całościowych kampaniach mi pomogą. - (rozległ się dzwonek telefonu). Młody przez chwilę rozmawiał i wrócił rozpromieniony.
-Widzisz Ojciec, jeszcze się dobrze interes nie rozkręcił, a już mam następne zamówienie. Kalendarz dla potentata. W rozliczeniu dają brykę, którą mam na kalendarzu umieścić. Wiesz, taka o której zawsze marzyłem. Jak się jest na topie, to ma się farta...
Autor: Witold P. Kozioł
2008 |