|
Przed stocznią, w imieniu stoczniowców, zasiadła
grupka mało liczna, ale dość zajadła.
Prym wiedli moherowcy od tego, bądźmy szczerzy,
kto fundusz ratowania stoczni sprzeniewierzył.
Dzielnie im sekundował nikczemnego wzrostu
panek, co za swych rządów rozwalił po prostu
cały stoczniowy przemysł brakiem chęci,
zaprzaństwem, lenistwem, zerem kompetencji.
Patrząc na wybryki całej tej hołoty
nie wiem – szczyt cynizmu? Może szczyt głupoty?
Autor: Marek Prusakowski
10.09.2008 |